5 mitów o karnawale w Brazylii

Na Sambodromie jeszcze spokojnie, ale na ulicach miast w Brazylii już zaczyna się czuć karnawałową atmosferę. Zanim w telewizji pojawią się relacje z Rio, rozprawimy się z kilkoma mitami na temat karnawału.

#1 Karnawał to głównie Rio i Sambodrom

Gdyby ktoś całą wiedzę o Brazylii czerpał z telewizji, to taki właśnie wniosek można wysnuć. Mało jest relacji spoza Sambodromu. W zasadzie to trudno się dziwić, bo zjawiskowe tancerki, piękne kostiumy i wymyślne choreografie są wprost stworzone, żeby pojawić się na ekranach. To jest teatr, show, który chcemy oglądać, a telewizje chcą pokazywać. To jest także towar eksportowy Brazylii, pięknie opakowany (i pyszny!) cukierek, który sprzedaje całemu światu, a zarazem jest to magnes na turystów. Może ktoś z widzów zechce w kolejnych latach zobaczyć jak to wszystko wygląda na żywo? Dla gości, zwłaszcza zagranicznych, wizyta na Sambodromie i obserwowanie przemarszy szkół samby to żelazny punkt karnawałowego programu.

Ale mam nadzieję, że czytelnicy Caipiroski doskonale wiedzą, że Rio nie jest jedynym miastem, a Sambodrom jedynym miejscem, które warto odwiedzić w czasie karnawału. Zabawa trwa w całej Brazylii, a Rio jest tylko jednym z centrów imprezy. Ważnym, ale niejedynym. Inne karnawałowe miasta to na przykład Salvador, Recife, Olinda, São Paulo, a nawet Manaus.

#2 Karnawał to impreza komercyjna dla turystów

Znowu muszę wrócić do Sambodromu. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Rio, a było to w karnawale 2010 roku, jechałam taksówką z lotniska z bardzo rozmownym kierowcą. Przez całą drogę entuzjastycznie opowiadał co się dzieje i jeszcze będzie działo w mieście, emocjonował się opisując bloki karnawałowe i nie mógł się doczekać, aż sam weźmie w którymś udział. W momencie, gdy jechaliśmy obok Sambodromu, kierowca machnął w jego stronę ręką i oznajmił: “o, a to jest Sambodrom, dla turystów”.

Tyle historia z życia. Myślę, że Sambodrom został trochę niesprawiedliwie potraktowany w tamtym momencie, bo przecież tysiące Brazylijczyków również tam się wybierają, szkoły samby angażują wielu tancerzy i innych członków zespołu, którzy turystami nie są. Ale reakcja tego kierowcy była dla mnie cenną wskazówką, czym tak naprawdę jest karnawał. Zrozumiałam, że jest świętem dla milionów ludzi, bez znaczenia czy mogą sobie pozwolić na wejściówkę na Sambodrom czy nie. Możesz być turystą i oprzeć się komercji, wyjść na ulice, dołączyć do bloku, nie zapłacić ani reala (nawet w Salvadorze, możesz być “popcornem” i bawić się za darmo), a wciąż dobrze się bawić. Karnawał ma różne oblicza, również to komercyjne. Ty decydujesz, co będziesz robić i jak się bawić.

#3 Wszyscy Brazylijczycy kochają karnawał

Już rok temu pisałam (TUTAJ), że w czasie karnawału wzrasta zainteresowanie zacisznymi plażami w Nordeste i wielu Brazylijczyków wyjeżdża z miasta. Spotkałam się niedawno z opinią, że jadą głównie do swoich letnich posiadłości, no ale niestety nie ma tak dobrze, żeby każdy carioca, paulista czy soteropolitano (mieszkaniec Salvadoru) miał hacjendę na plaży. Zatrzymują się w jednej z wielu pousad, hoteli czy kurortów i spędzają całe dnie na plaży zamiast w tanecznym korowodzie.

Będąc pewnego razu podczas karnawału w Rio, wyskoczyłam na weekend do Paraty i rozmawiałam tam z co najmniej kilkoma osobami, które wyjechały na ten czas z Rio i São Paulo. W zeszłym roku, gdy byłam w Morro de São Paulo, plaże były zatłoczone “uciekinierami” z pobliskiego Salvadoru. O czym to świadczy? Bynajmniej nie o tym, że Brazylijczycy nie cierpią karnawału. Wybierają tylko z szerokiego wachlarza możliwości te sposoby spędzania czasu, które im najbardziej pasują. Rzecz jasna są tacy, którzy lepiej się odnajdują w imprezowym szaleństwie, a inni mniej. Ale od karnawału nie da się uciec, a ogłoszenie wyników na najlepszą szkołę samby przyciąga przed telewizowy miliony ludzi. Nie trzeba być naocznym świadkiem rywalizacji, żeby sie tym emocjonować albo przynajmniej interesować.

#4 Karnawał dużo kosztuje

Tak, ale głównie szkoły samby i dziewczyny, które chcą zostać rainha da bateria, główną tancerką szkoły. Słono też muszą zapłacić wszyscy chętni na to, aby zasiąść w loży – czy to na Sambodromie czy na trasie ulicznego przemarszu w Salvadorze. Najtańsze miejsce (stojące) na Sambodromie, jakie udało mi się w tym momencie znaleźć na niedzielę 26 lutego to R$ 98 (PLN 126), miejsce w loży to koszt ponad R$ 1200 (PLN 1548). Nawet jeśli przyjdzie zapłacić PLN 400-500 za przyzwoite miejsce siedzące, to jest to mały procent wyjazdowego budżetu. Za mniej więcej tyle samo można zakupić strój ulubionej szkoły samby.

W zeszłym roku portal Tripadvisor wyliczył koszt jednego karnawałowego dnia w trzech miastach Brazylii: Rio, Salvadorze i Recife (infografika niżej). Nie dodałam jeszcze kosztu taksówki, a te ceny za hotele też można obniżyć, ale generalnie Rio jest najdroższe – bez względu na to, jakie czynniki weźmiemy pod uwagę. Jaki z tego wniosek? Lećmy do Recife, gdzie wydamy najmniej i weźmiemy udział w największym na świecie bloku karnawałowym, Galo da Madrugada – bawi się tam nawet 2,5 mln osób.

#5 Cała Brazylia w karnawale tańczy sambę

W zeszłym roku obchodziliśmy 100-lecie samby i przez te sto lat stała się jednym z symboli Brazylii. To jest fakt. Samba króluje w Rio – na ulicach, na Sambodromie, na skwerach, w barach, a nawet w kolejce na Corcovado. Zdarzyło mi się jechać w takim roztańczonym pociągu, do którego wsiadł zespół muzyczny i przygrywał aż do końca trasy. Mało kto mógł wysiedzieć na miejscu, a nawet ci, którzy nie wstali i nie przyłączyli się do tańczących, kołysali się w rytm muzyki i wybijali go sobie stopą czy dłonią.

Ale są regiony, gdzie samba została zdetronizowana przez inne muzyczne gatunki. Jeśli po przeliczeniu karnawałowego budżetu zdecydujemy się jednak pojechać do Recife, czeka nas muzyczna niespodzianka w postaci frevo i maracatu. W tym regionie bardzo duży wpływ na kulturę mieli afrykańscy niewolnicy, przywiezieni do pracy na plantacjach, a frevo jest połączeniem tradycji afrykańskich i europejskich i wymaga nie byle jakiej sprawności fizycznej i umiejętności wręcz akrobatycznych.

Skoro już jesteśmy przy afrykańskich wpływach, to nie mogę nie wspomnieć o Salvadorze i jego muzyce axé, która rozbrzmiewa w większości karnawałowych bloków. A żeby zakończyć nawiązaniem do samby w salvadorskim wyjątkowym stylu, posłuchajcie zespołu Olodum, który słynie z połączenia samby z reggae (na pasku bocznym tej strony).

Zdjęcie w nagłówku: Ecopassaporte, karnawał w Olindzie

2 komentarze

  • Kiedy byłam w Brazylii, celowo opuściłam karnawał. Byłam na kilku imprezach przedkarnawałowych i to mi wystarczyło – po prostu ludzie piją i tańczą na ulicy. Na sambodrom nie było mnie stać. Ci ciekawe, w Brazylii dostaje sie wolne na tych kilka dni karnawału i to myśle ze jest dobry pomysł 😉

    • Ja też chcę wolne na karnawał! 🙂
      Byłam w Rio na imprezach ulicznych, ale myślę, że z ciekawości i z reporterskiego obowiązku następnym razem pójdę na Sambodrom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *