Turysto, zapraszamy do Brazylii

Po turystycznym sukcesie olimpiady i mundialu, rząd brazylijski chce zachęcić zagranicznych turystów do odwiedzania Brazylii, także poza wielkimi imprezami. Władze mają kilka pomysłów, ja też.

Superpakiet

W 2015 r. Brazylię odwiedziło 6,3 mln zagranicznych turystów. To bardzo mało, zwłaszcza w porównaniu w turystycznymi potęgami, takimi jak Francja (84,5 mln), Stany Zjednoczone (77,5 mln) czy Hiszpania (68,2 mln). Nawet na tle tzw. krajów rozwijających się, Brazylia wypada słabo. Do Chin wybrało się 56,9 mln turystów z zagranicy, a do Meksyku 32,1 mln.

Nic dziwnego, że Ministerstwo Turystyki postawiło sobie za cel zwiększenie liczby obcokrajowców, którzy będą chcieli przyjeżdżać do Brazylii i zostawiać tu swoje pieniądze. Przyjrzyjmy się propozycjom ministra Marxa Beltrão, które mają znaleźć się w turystycznym “superpakiecie”. Pełny pakiet poznamy w ciągu najbliższych miesięcy.

Wizy i kasyna

My Polacy jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo od 2004 r. nie potrzebujemy wizy wjazdowej do Brazylii. Od tego samego roku Brazylijczycy również nie muszą ubiegać się o wizę, chcąc odwiedzić Polskę. Brazylia stosuje zasadę wzajemności w tej kwestii i dlatego obywatele m.in. Stanów Zjednoczonych, Australii czy Japonii bez wizy nie wjadą. Zarówno wydatek minimum kilkudziesięciu dolarów (w USA $ 160), jak i dodatkowe formalności, mogą zniechęcać niektórych turystów do wizyty w Brazylii. Na czas olimpiady obowiązek wizowy został czasowo zniesiony i teraz brazylijskie władze rozważają, czy nie znieść go na stałe. Co z zasadą wzajemności? “Tym zajmie się Ministerstwo Spraw Zagranicznych” – ucina dyskusję minister Beltrão.

O ile jeszcze wizy mogą rzeczywiście poprawić sytuację i zachęcić Amerykanów i innych do odwiedzania Brazylii, to inne pomysły wydają się co najmniej dziwne. Na przykład ten o wybudowaniu sieci kasyn i powiązanych z nimi kurortów. Czy władze chcą zrobić z Brazylii mekkę hazardu? Moim zdaniem to nie ten kierunek, zwłaszcza że turysta nastawiony na zwiedzanie głównie kasyna, może nie zwiedzić całej reszty i nie wydawać pieniędzy poza kurortem.

Pojawia się też pomysł, aby sprywatyzować przynajmniej częściowo parki narodowe. Obecnie taki model obowiązuje w trzech z nich: Fernando de Noronha w Pernambuco, Tijuca w Rio de Janeiro i wodospadach Iguaçu. Podobno liczba turystów w tych miejscach się podwoiła i rozważane jest wprowadzenie podobnych rozwiązań w innych parkach narodowych. Części parków na pewno przydałyby się dodatkowe pieniądze, bo państwo nie dostarczy potrzebnych środków, ale trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć – niektóre parki nie mogą przyjmować każdej liczby turystów, bo zostaną zadeptane. Dlatego m.in. Fernando de Noronha (na zdjęciu niżej) ma limitowaną liczbę odwiedzających i niech tak zostanie.

noronha

Podpowiedzi dla Ministerstwa Turystyki

Bez długiego namysłu mogę podpowiedzieć kilka rozwiązań, które moim zdaniem sprowadzą do Brazylii więcej turystów. Oto one:

  • Bezpieczeństwo. Nie ma drugiego tematu, który wzbudzałby więcej wątpliwości wśród osób wybierających się po raz pierwszy do Brazylii albo w ogóle rozważających taki wyjazd. Opowieści o przestępczości w Brazylii, a zwłaszcza w Rio, to już niemal legendy. Dopiero na miejscu okazuje się, że ludzie tam normalnie żyją, chodzą po ulicach i niekoniecznie czyhają, żeby nas napaść. Nie znaczy to jednak, że napady się nie zdarzają. Dlatego polecam brazylijskim władzom działanie dwutorowe: zapewnienie jak największego bezpieczeństwa na ulicach (łatwo się mówi), a jednocześnie szeroko zakrojoną kampanię informacyjną, która przedstawi rzeczywistą sytuację, a nie podszyte strachem urban legends.
  • Przyroda. Niby każdy wie, że Amazonia, że wodospady, ale… przecież Brazylia to znacznie więcej. Las atlantycki, mokradła Pantanal, płaskowyże, wydmy w stanie Maranhão. To wszystko jest niezwykłe i unikatowe, a mało wyeksponowane. Znowu, trzeba uważać żeby te skarby przyrody nie zostały zadeptane, ale jeśli odwiedzi je trochę więcej turystów niż obecnie, to nie zaszkodzi. Może właśnie dopuszczenie prywatnego kapitału zaowocuje jakimiś sensownymi kampaniami reklamowymi, które pokażą światu piękno brazylijskiej przyrody.
  • Kultura. Mam wrażenie, że poza sambą i karnawałem, większość pozostałych zdobyczy brazylijskiej kultury jest trochę niszowe. Miłośnicy capoeiry i kultury afrykańskiej wiedzą, że wypada odwiedzić Salvador, osoby interesujące się europejską migracją znają temat osadników w południowych stanach, wiemy też, że w Amazonii żyją jeszcze jacyś Indianie, którzy też mają swoją kulturę. Ale te wszystkie informacje są takie rozproszone i nieskładające się w jedną całość. Przydałoby się przedstawić Brazylię jako kraj o zróżnicowanej mozaice kulturowej, która jest jedyna i niepowtarzalna.
  • Tolerancja. Brazylia jest krajem otwartym na różne mniejszości i może to promować. Nawet ultrakonserwatywny burmistrz Rio zastrzega, że nie skasuje imprez, w których tłumnie biorą udział osoby ze środowiska LGBT. W Rio jest część plaży Ipanema, nad którą zupełnie swobodnie powiewa tęczowa flaga i nie wpadają tam żadne grupki skinów, żeby kogoś bić. Tolerancja i otwartość to duży atut Brazylii i może być wabikiem na turystów.
  • Aktywność ambasad. Kto ma lepszy dostęp do zagranicznej społeczności niż ambasady i konsulaty? Nie wiem na ile promowanie turystyki jest wpisane w działalność tych placówek, ale organizowanie imprez, koncertów, wystaw, wykładów to zawsze krok w dobrą stronę i pokazanie atrakcyjnej brazylijskiej twarzy potencjalnym turystom. Niestety mam wrażenie, że często aktywność ambasad jest symboliczna i ogranicza się do honorowych patronatów i kurtuazyjnej obecności ambasadorów na imprezach zorganizowanych przez kogoś innego. Tak wiem, że ambasadom brakuje budżetu na kulturę, ale może gdyby przeznaczyć na to część pieniędzy zaplanowanych na te kasyna i kurorty, to by coś dało?
  • Reklama za granicą. W telewizji widziałam całkiem udane spoty reklamowe Indii, Turcji, Egiptu – ale nie Brazylii (może dlatego że Polacy nie są targetem, bo i tak by nie pojechali). Chociaż trudno w kilkudziesięciosekundowym spocie zawrzeć całe piękno Brazylii, to nie zaszkodzi spróbować i wyświetlić taką reklamę w krajach, których obywateli Brazylia chce zachęcić do przyjazdu.

2 komentarze

  • (może dlatego że Polacy nie są targetem, bo i tak by nie pojechali)…
    A gdyby tak połączyć siły i we wspólnym działaniu Internautów w Polsce, fundacji i towarzystw promujących Brazylię w Polsce z brazylijskimi towarzystwami polonijnymi, których jest mnóstwo np.: BRASPOL, TOWARZYSTWO POLONIA w Rio de Janeiro, w Porto Alegre, itd. (http://www.kurytyba.msz.gov.pl/pl/polonia_w_brazylii/organizacje_polonijne/) oraz Ministerstwem Turystyki Brazylii, albo Ministerstwami Turystyki stanowymi w Kurytybie i w Porto Alegre na rzecz ustanowienia przez LOT bezpośredniego połączenia z Warszawy do Brazylii i tu do rozważenia byłoby do jakiego miasta, czy do Rio de Janeiro, czy może do Kurytyby, albo do Porto Alegre?
    Może wtedy bilety byłyby tańsze i jednak Polacy staliby się targetem? Dziś lecąc do stolic polskich stanów w Brazylii, czyli Kurytyby i Porto Alegre trzeba się dwa razy przesiadać – raz w hubie europejskim, a drugi raz w SP lub RJ, co czyni podróż nadzwyczajnie długą i także to może zniechęcać, być psychologiczną barierą dla szukających wypoczynku na świecie. Dziś z Polski latają głównie zafascynowani jakąś niszą w Brazylii, surferzy, podróżnicy, tropiciele śladów polskiej emigracji, ale przecież Polacy, to nie jedyni potencjalni klienci. Wiem z osobistych doświadczeń, że w Brazylii jest bardzo duże zainteresowanie lotami do Polski szczególnie teraz, gdy nastąpił znaczny wzrost zainteresowania korzeniami i doszło do porozumień co do możliwości bardzo dużej wymiany studenckiej.

    • To wszystko prawda co piszesz. Obawiam się jednak, że nasza grupka zainteresowanych lotami na trasie Polska – Brazylia to za mało, żeby skłonić jakiekolwiek linie do bezpośredniego połączenia. Nawet lecąc do znacznie popularniejszych wśród Polaków krajów azjatyckich (Indie, Tajlandia) trzeba się przesiadać. Do Chin połączenie powstało nie dla turystów, ale dla biznesu. Dopóki Polska nie będzie miała z Brazylią intensywnych relacji handlowych, wymagających częstych podróży na tej trasie, obawiam się, że nic takiego nie powstanie.
      A nawet jeśli jakimś cudem byłoby połączenie powiedzmy z Warszawy do Sao Paulo (bo to najbardziej prawdopodobne), to i tak byśmy nie latali ze względu na ceny. Taniej by było polecieć z innego portu w Europie, nawet dodając dolot tam.
      Tak że jestem tutaj realistką, chociaż nie ukrywam, że chętnie poleciałabym z Warszawy do Salvadoru bezpośrednio, no niechby nawet za 3 tys. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *