Smok morski i abolicjoniści

Zanim 13 maja 1888 roku zniesiono niewolnictwo w całej Brazylii, 4 lata wcześniej zrobiły to dwa stany: Ceará i Amazonas. W proces abolicji zaangażowanych  było wiele osób, od światłych myślicieli po prostych rybaków.

Dragão do Mar

30 sierpnia 1881 roku grupa jangadeiros zablokowała port w Fortalezie, uniemożliwiając tym samym transport niewolników ze statków na stały ląd. Przywódcami buntu byli: wyzwolony niewolnik José Luís Napoleão oraz Francisco José Nascimento, rybak z wioski Aracati w stanie Ceará. Drugi z liderów przeszedł do historii jako Dragão do Mar (Smok Morski) i stał się jednym z symboli ruchu abolicjonistycznego w Brazylii. Mangueira – szkoła samby, która wygrała karnawał w Rio de Janeiro w 2019 roku, wspominała o nim w swoim motywie przewodnim.

Jednak w pojedynkę, Smok Morski niczego by nie zdziałał. Blokada portu była możliwa dzięki poparciu miejscowych polityków i intelektualistów, którzy zawiązywali stowarzyszenia, nawołujące do zniesienia niewolnictwa. Takie stowarzyszenia zaczęły powstawać w całym kraju od lat 60-tych XIX wieku, a paliwem dla ich działalności były podobne ruchy wyzwoleńcze na Kubie i w Stanach Zjednoczonych, gdzie kwestia niewolnictwa była jednym z motywów wojny secesyjnej. Brazylijscy działacze nie byli prostymi chłopami z interioru. Byli kosmopolitami, podróżującymi po świecie i śledzącymi wydarzenia z innych krajów.

Brazylijskie stowarzyszenia abolicjonistów przedstawiały swoje opinie na łamach gazet oraz przy okazji różnych spotkań. Dobrym pretekstem były na przykład ceremonie wręczania aktu wyzwolenia (alforria) niewolnikom, którzy wykupili swoją wolność – często towarzyszyły im odczyty i koncerty. W prasie nagłaśniano przypadki miast, które niezależnie od władz stanowych czy krajowych, zaprowadziły prawo znoszące niewolnictwo. Wszystko to miało stworzyć klimat sprzyjający abolicji w całym kraju.

Bunt w Amazonii

W 1883 roku, a więc dwa lata później niż w Fortalezie, zbuntowali się amazońscy catraieiros. Wykonywali oni tę samą pracę, co jangadeiros w Ceará – na swoich małych łódkach transportowali towary z większych statków na ląd. Ale nadszedł dzień, w którym odmówili przewożenia niewolników, którzy mieli być następnie wysyłani z Północy do innych regionów Brazylii.

W Amazonii było stosunkowo niewielu niewolników w porównaniu z innymi stanami – w 1872 roku zarejestrowano ich tam zaledwie 979. Kolejny stan na liście, Mato Grosso, miał wówczas 6,6 tys. niewolników. Od lat 70-tych XIX wieku nasilił się handel niewolnikami wewnątrz kraju. Nie można już było przywozić niewolników z Afryki, a Atlantyk był patrolowany przez angielskie okręty, konfiskujące statki niewolnicze. Dlatego „panom” z północnych stanów opłacało się sprzedawać swoich niewolników na południe, gdzie kwitła uprawa kawy, a na plantacjach potrzebna była siła robocza. W ten sposób tysiące Afrykanów zostało wysłanych do Vale do Paraíba w stanie São Paulo.

Trudne życie po wyzwoleniu

Sytuacja w Amazonii i Ceará była pod pewnymi względami wyjątkowa. Amazonia posiadała niewielką liczbę niewolników. W Ceará plantacji trzciny cukrowej było mniej niż w innych stanach Nordeste, zwłaszcza w Bahia i Pernambuco. Do pracy w gospodarstwach rolnych zatrudniano również dużą liczbę wolnych, choć ubogich pracowników, a także Indian. Nie zmienia to jednak faktu, że w Amazonii i Ceará, tak jak w innych częściach kraju, posiadanie niewolników było oznaką statusu. Ich właściciele mogli również dodatkowo dorobić, wynajmując „swoich” niewolników do drobnych prac u innych ludzi – w ówczesnych gazetach było pełno drobnych ogłoszeń o wynajęciu niewolników do różnych zajęć.

Po zniesieniu niewolnictwa w Amazonii i Ceará, jak również potem w całym kraju, sytuacja byłych niewolników rzadko się poprawiła. W dużej części wciąż pozostawali oni na plantacjach, pracując tak jak do tej pory – tyle że teraz jako teoretycznie wolni ludzie. W tych dwóch stanach wiele aktów wyzwolenia nadawano pod warunkiem, że ich posiadacze dalej będą świadczyli nieodpłatną pracę na rzecz swoich byłych właścicieli. Zatem „panowie” zyskiwali podwójnie: raz otrzymując pieniądze za alforria (akt wyzwolenia), a drugi raz korzystając nadal z darmowej siły roboczej. Szacuje się, że w Manaus nawet 60% alforrias zawierało niekorzystne dla wyzwolonych zapisy, w tym warunek o dalszej pracy bez wynagrodzenia.

Źródło: BBC Brasil

Zdjęcie: Otoniel Arte

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *