Jak zaplanować wyjazd do Brazylii

Wszystkie moje podróże planuję w excelu, rozpisując wyjazd dzień po dniu, a na oddzielnych zakładkach gromadzę informacje o hotelach, lotach, agencjach wycieczek. Takie planowanie sprawia, że na miejscu unikam przykrych niespodzianek – pozostają same przyjemne.

Krok 1: Bilet lotniczy 

Zanim zabiorę się do kupowania biletu, muszę najpierw zdecydować gdzie mniej więcej chcę jechać. Brazylia jest spora i dobrze by było wylądować jak najbliżej miejsc, które chcę zwiedzić. Aczkolwiek często można dolecieć do Rio de Janeiro czy São Paulo, a stamtąd lotem krajowym dalej. W ramach rozsądku oczywiście, bo jadąc do Amazonii wolałabym uniknąć przesiadki w Rio. Zatem w pierwszej kolejności wybieram miejsce docelowe.

Jeśli chodzi o ramy czasowe, to nie ma reguły, kiedy kupuję bilet. Decyduje cena, którą jestem w stanie zaakceptować. Zdarzało mi się kupować bilet 2 miesiące, jak również ponad pół roku przed wylotem. Często decyzję podejmuję spontanicznie: widzę na jakiejś podróżniczej grupie, że są promocje na interesujący mnie kierunek, to od razu kupuję. Na szczęście mój szef akceptuje urlopy bez mrugnięcia okiem, więc nie muszę tracić czasu czekając aż zatwierdzi wniosek.

Natal, Praia da Ponta Negra

Jeśli nie ma promocji, to sama się biorę za wyszukiwanie. Podstawowym narzędziem jest dla mnie SkyScanner. Wpisuję najpierw: Polska – Brazylia, ale ceny są przeważnie wysokie, więc dalej szukam: Niemcy – Brazylia, Francja – Brazylia i tak dalej. W SkyScannerze można wybrać dokładny przedział czasowy, zaznaczyć dany miesiąc albo po prostu skorzystać z opcji „wybierz najtańszy miesiąc”. Ja przeważnie patrzę na cały miesiąc, w którym chcę jechać. Potem przechodzę na stronę linii lotniczej albo pośrednika i tam kupuję bilet.

Krok 2: Plan wycieczki

Gdy mam już bilet, zakładam nowego excela z zakładkami: Loty, Hotele, Agencje wycieczek, Dzień po dniu i Podsumowanie. Zaczynam od zakładki Dzień po dniu, bo według tego potem będę kupować bilety na loty krajowe i rezerwować hotele. To jest część planowania, którą bardzo lubię, bo sprawdzam jakie atrakcje są na trasie wycieczki i co chcę zobaczyć. Czytam blogi podróżnicze, szukam na forach informacji i porad co zobaczyć i ile dni na to poświęcić. Według tych informacji układam plan zwiedzania.

To jest też dobry moment, żeby odwiedzić lekarza medycyny podróży i ewentualnie zaszczepić się na żółtą febrę czy dowiedzieć się, jakie inne leki będą potrzebne. 

O sprawdzeniu daty ważności paszportu nie piszę, bo to raczej oczywiste – ale to też jest odpowiedni czas, żeby na to zerknąć.

Jeśli moja wycieczka wypada w zimie, a ja kupiłam bilety jeszcze w lecie, to kupuję od razu kremy z filtrem. Po sezonie próżno szukać kremów w rozsądnych cenach w Rossmanie, zostają drogie kremy apteczne. Nie chcę przepłacać.

Mój wycieczkowy excel – dzień po dniu

Krok 3: Transport lokalny

Następnym etapem jest rozejrzenie się za środkami transportu pomiędzy miejscami, jakie chcę zobaczyć. Czasem jest to jednodniowa wycieczka z agencją, statek, samolot, autobus albo samochód. Jeśli czekają mnie loty krajowe, sprawdzam ceny na SkyScannerze – jeśli zmiana daty o jeden dzień będzie oznaczała na przykład cenę niższą o połowę, to modyfikuję plan zwiedzania.

Dość wcześnie kupuję bilety na loty krajowe – jak tylko mam już domknięty plan. Pozostałe środki transportu można ogarnąć później. Przy wyjeździe do Amazonii trochę się naszukałam informacji o statkach, ale okazuje się, że nie mogę kupić biletów przez internet, dopiero na miejscu w porcie. Jednak musiałam się upewnić w jakie dni pływa ten statek, żeby się nie okazało, że na przykład raz w tygodniu 🙂

Krok 4: Wycieczki na miejscu

Jeśli mam w planach kupić pakiety wycieczkowe – na przykład w Amazonii czy Pantanalu, kontaktuję się z agencjami na wiele tygodni przed wyjazdem. To pozwala mi się zorientować w cenach i co jest w zakresie usług. Przeważnie oferty są do siebie podobne pod względem programu, ale ceny mogą się różnić. Rozmawiam z agencjami na WhatsAppie, bo w ten sposób można nie tylko uzyskać informacje, ale też zarezerwować wycieczkę.

Rejs na Fernando de Noronha

W tym roku wybieram się z agencją na 2-dniową eskapadę do selwy oraz w całodniowy rejs po archipelagu Anavilhanas. Normalnie jednodniowe wycieczki można zarezerwować bez wyprzedzenia, ale tutaj prosili o wcześniejszą informację, żeby załatwić pozwolenia na wejście do parku narodowego. Zazwyczaj parki narodowe nie wymagają takich ceregieli, no ale może Anavilhanas i Jaú mają inne podejście. Tak czy inaczej, wycieczka zaklepana.

Krok 5: Hotele

Gdy już wiem, kiedy i gdzie będę potrzebować noclegu, biorę się za przeszukiwanie booking.com. To moja podstawowa wyszukiwarka hoteli. Czasem też korzystam z airbnb, gdy chcę wynająć mieszkanie – na przyklad kiedyś korzystałam w Rio i nie było problemów. Na bookingu są też dostępne apartamenty, jakby ktoś chciał.

Zazwyczaj rezerwuję hotele z możliwością bezpłatnego odwołania. Sprawdzam lokalizację i czy ma parking – jeśli jadę tam autem. W tym roku prawie wszystkie hotele rezerwowałam przez booking, poza jednym w Novo Airão, którego na bookingu nie ma. Zrobiłam rezerwację przez WhatsAppa, a zaliczkę wpłaciłam Revolutem na niemieckie konto właściciela pousady. Jeśli pousada nalega na zaliczkę, a właściciel nie ma konta w euro, można skorzystać z Transferwise. Albo przekonywać, żeby przyjęli rezerwację bez zaliczki. Czasem się udaje.

W drodze do Genipabu

Krok 6: Do 1 tygodnia przed wyjazdem
  • Upewniam się, że linie lotnicze nie skasowały albo nie zmieniły lotów. TAP Portugal ma nieznośną tendencję do zmiany dat. 
  • Rezerwuję samochód – z opcją płacenia na miejscu przy odbiorze auta.
  • Kupuję ubezpieczenie turystyczne przez internet. Teraz kupiłam ubezpieczenie w Axa. Ubezpieczenie miesięcznej podróży dla 2 osób w środkowej taryfie „Podróżnik” (nie najtańszej i nie najdroższej) wraz z klauzulą alkoholową 😉 wyniosło 711 zł.
  • Kupuję sobie dolary do wymiany na miejscu. W tym roku zabieram tysiąc dolarów, bo zakładam, że głównie będę płacić kartą lub wypłacać z bankomatów na miejscu.
  • Wyciągam z czeluści szuflad i ładuję powerbank, kamerkę GoPro czy co tam jeszcze zabieram. W ogóle sprawdzam, czy wszystkie urządzenia mam naładowane.
  • Ściągam ulubioną muzykę i filmy na telefon, o ile jeszcze ich tam nie ma. Nie ufam pokładowej rozrywce, a to w końcu wiele godzin lotu. 
  • Upewniam się, że mam dużo książek na czytniku.
  • Zapisuję sobie w telefonie wszystkie potwierdzenia rezerwacji, numery do ubezpieczyciela, karty pokładowe itd.
  • Spisuję na kartce co muszę zabrać przed samym wyjściem – np. telefon, ładowarka, portfel, szczoteczka do zębów itd. czyli wszystko to, z czego korzystam do ostatniego momentu przed wyjazdem i nie mogę spakować wcześniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *