Fernando de Noronha – raj na Atlantyku

Archipelag Fernando de Noronha regularnie okupuje czołówki rankingów Tripadvisora na najpiękniejsze wyspy i plaże na świecie. Postanowiłam tam pojechać i przekonać się na własne oczy, czy słusznie.

>>Galeria zdjęć jest TUTAJ

O archipelagu

Fernando de Noronha to archipelag 21 wysp na Atlantyku pochodzenia wulkanicznego o łącznej powierzchni 26 km2, z czego 17 km2 zajmuje największa wyspa. Noronha leży w odległości 360 km od Natal i 545 km od Recife. Administracyjnie należy do stanu Pernambuco.

Archipelag został odkryty na początku XVI wieku i otrzymał nazwę na cześć swojego odkrywcy, Fernão de Loronha – którego nazwisko przekręcono na Noronha i tak już zostało. Podczas inwazji Francuzów i Holendrów na Brazylię pomiędzy XVI a XVIII w., wyspy również stanowiły obiekt ich zainteresowania, jednak ostatecznie Portugalczykom udało się odbić archipelag i utrzymać nad nim kontrolę. W czasie drugiej wojny światowej była tu baza wojskowa, w której stacjonowali Amerykanie. Wojska amerykańskie utrzymywały tu do 1959 roku bazę śledzenia pocisków  – do dzisiaj wiele miejsc na wyspie zachowało nazwy nadane przez Amerykanów.

W 1988 roku na terenie Fernando de Noronha został utworzony Park Narodowy. W 2001 roku archipelag został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W związku ze ścisłą ochroną przyrody wprowadzono limit 700 turystów dziennie, którzy mogą przebywać na wyspie.

Przygotowania do podróży

W moim przewodniku po Nordeste jest napisane: „Planując wyjazd na Noronha, przygotuj się na wyższe wydatki niż w innych częściach Brazylii”. Co to dokładnie znaczy w praktyce – o tym napisałam w TYM ARTYKULE podsumowującym moje wydatki podczas tegorocznej podróży. Średnio bilet lotniczy w dwie strony z Natal to koszt powyżej 1 tys. PLN za osobę. Skyscanner pokazuje, że z Recife można polecieć za ok. 700-800 PLN w dwie strony. Pokój 2-osobowy w skromnej pousadzie to ok. 400 PLN za noc.

Teraz podatki. Za wjazd na wyspę trzeba zapłacić podatek TPA (podatek na rzecz ochrony środowiska). Wysokość podatku jest uzależniona od tego, ile dni spędzimy na wyspie. Za jeden dzień płacimy 70 R$. Ja za 3 dni zapłaciłam 212 R$. Tu jest tabela opłat. Podatek można zapłacić przez internet, o ile chcemy wykonać przelew bankowy – nie ma opcji płatności kartą. Dlatego cudzoziemcom bardziej się opłaca zapłacić na lotnisku po przylocie – są 2 kolejki: jedna dla tych, którzy będą płacić na miejscu i tu można kartą, a druga dla tych, którzy zrobili przelew, ale muszą okazać potwierdzenie. Gdy ja wylądowałam na wyspie, nie było żadnej różnicy w długości kolejek i bardzo sprawnie można zapłacić – najpierw pobieramy i wypełniamy stosowny druk, potem podchodzimy do okienka i płacimy.

To jeszcze nie koniec opłat. Trzeba też wykupić bilet wstępu do parku narodowego – nie jest to obowiązkowe, ale większość powierzchni wyspy leży na jego terenie, więc jeśli planujemy wejść na plażę, udać się w rejs lub odwiedzić inne atrakcje turystyczne, bilet trzeba mieć. I znowu, można kupić przez internet (tym razem procedura jest bardzo prosta i można płacić kartą) lub w jednym z punktów ICMBio (instytut ochrony przyrody) na wyspie. Jednak nawet ci, którzy kupili bilet przez internet, muszą udać się do owych punktów po papierowy karnecik. Ciekawostka: w niedziele punkty nie prowadzą sprzedaży biletów, a jedynie wydają karnety. Więc jeśli ktoś (jak ja!) ląduje w niedzielę i od razu chce iść po karnet, to lepiej niech pamięta, żeby wcześniej zapłacić przez internet. Koszt biletu do parku jest różny dla Brazylijczyków i cudzoziemców – my płacimy dokładnie dwa razy więcej. Za 10-dniowy karnet (krótszych nie ma) cena dla obcokrajowca wynosi 212 R$. Tu można kupić.

W grupie raźniej

Wyjazd na Fernando de Noronha jest niebylejakim wydarzeniem w życiu podróżnika i wzbudza wielkie pozytywne emocje. A także stawia mnóstwo pytań – nic dziwnego, każdy by chciał czas w tak wyjątkowym miejscu spędzić jak najlepiej i wykorzystać każdą minutę. Dlatego już na wiele tygodni przed wyjazdem zaczynam przeszukiwać internet w poszukiwaniu przydatnych informacji. Ich nieocenionym źródłem są liczne blogi podróżnicze tych szczęśliwców, którzy mieli okazję odwiedzić archipelag (teraz i ja się do nich zaliczam, ha!).

Na Facebooku w brazylijskiej grupie Mochileiros wątki o Fernando de Noronha pojawiają się od czasu do czasu, ale lepszym miejscem, żeby się czegoś dowiedzieć jest grupa Dicas de Noronha (oficial), licząca prawie 16 tys. członków. Poza zdjęciami, które rozpalają wyobraźnię tych, którzy na wyspę się dopiero wybierają, ludzie zamieszczają cenne porady o polecanych wycieczkach, agencjach i przewodnikach. Ktoś zakłada grupę na WhatsAppie dla wszystkich, którzy jadą na Noronha w listopadzie (zakładane są też grupy dla innych miesięcy) i dzieli się linkiem na FB.

Teraz rozmowa przenosi się do grupy listopadowej na WhatsAppie. Najpierw jest nas niewielka grupka, ale osób powoli przybywa – albo znaleźli link na FB albo zostali dodani przez kogoś z nas. Robimy listę listopadowych podróżników, według daty wjazdu na wyspę. Jest już kilkadziesiąt osób, niektórzy wracają kolejny raz – rekordzista z naszej grupy już piąty raz! Część ludzi spędza na wyspie nawet tydzień lub dłużej (pamiętajmy o podatkach!). Prawdziwe poruszenie zaczyna się z początkiem listopada, gdy część osób z grupy już jest na miejscu i wysyła zdjęcia i filmy. Reszta komentuje z zachwytem, nie mogąc się doczekać, aż sami się tam znajdziemy.

Grupa na WhatsAppie służy również do tego, żeby znaleźć towarzysza wycieczek. Ich ceny jak się można domyślać są dość słone, ale przecież można umówić się w kilka osób i zapłacić mniej. Ja znalazłam w naszej grupie towarzyszy na Ilha Tour, czyli wycieczkę z przewodnikiem po wyspie. W podobny sposób ludzie umawiają się na różne wycieczki oraz polecają najlepszych przewodników. Kilku z nich nawet grasuje na grupie, próbując złowić klientów. Jeśli jednak robią to zbyt nachalnie, są wyrzucani z grupy.

Dzień 1 – Noronha, przybywamy!

Nasz lot do Fernando de Noronha jest pierwszym tego dnia z lotniska w Natal. Odlatujemy o 8.05 rano. Lotnisko jest jak wymarłe, rzadko spotykany widok. Oddajemy bagaże i przechodzimy do kontroli bezpieczeństwa, o której muszę tu napisać dwa słowa. Kontrola na lotach krajowych w Brazylii w niczym nie przypomina drobiazgowego skanowania osób i bagażu, jakie znamy z naszych lotnisk. Nie trzeba zdejmować paska, butów ani zegarka, a do torby podręcznej można spakować napoje, w tym do 5 litrów alkoholu na osobę (zgodnie z polityką linii Azul). Wieziemy 2 butelki wody oraz butelkę cachaçy 51. Przechodzi bez problemu. Na lotach krajowych w Natal komunikaty są tylko po portugalsku 🙂

Lecimy małym turbośmigłowcem ATR 72, w którym wcześniej przezornie wybraliśmy miejsca po lewej stronie przed skrzydłem – jest to bardzo ważne, aby podziwiać widok na dwa charakterystyczne wzgórza Morro dois Irmãos. Rzeczywiście, widok jest wspaniały! Daje przedsmak niezwykłych krajobrazów, z których słynie archipelag. Po wylądowaniu wchodzimy do maleńkiego terminala, gdzie obsługa rozdaje karty wjazdowe – po ich wypełnieniu ustawiamy się w kolejce do opłaty TPA. Cała procedura łącznie z wypełnieniem karty trwa ok. 10 minut.

Rezerwując pokój w pousadzie skorzystałam z opcji darmowego transportu z lotniska. W hali przylotów czeka dziewczyna z agencji Noronha Tour i kieruje wszystkich do vana, który będzie nas rozwoził po pousadach. Po drodze zatrzymujemy się w wiosce Boldró przed siedzibą instytutu ICMBio, gdzie odbiera się karnety wstępu do parku narodowego, a także rezerwuje się wycieczki (trilhas). Przystanek służy wyjaśnieniu, jakie sprawy możemy tu załatwić. Tuż obok znajduje się instytut żółwi morskich TAMAR.

Po 10 minutach docieramy do pousady Lenda das Águas. Zakwaterowanie od 14.00, a jest dopiero 10.30 (lokalny czas na Noronha to godzina wcześniej niż na kontynencie), więc zostawiamy bagaże w recepcji i idziemy do ICMBio odebrać nasze karnety. Instytut w niedzielę świeci pustkami, bo poza odbiorem karnetów nic się tu dzisiaj nie dzieje. Wdaję się w pogawędkę ze znudzonymi pracownikami i zaraz dowiadujemy się, co można zwiedzić w okolicy i jak się tam dostać. Wybór pada na pobliską plażę Boldró, skąd łatwo dojść brzegiem morza do miejsca, które najbardziej rozpala moją wyobraźnię, czyli Morro dois Irmãos.

Resztę dnia spędzamy na wędrówce przez plaże i przesiadywaniu na skałach pod Morro, kontemplując widok, który pojawia się na wszystkich pocztówkach z Noronha. Bliźniacze skały robią oszałamiające wrażenie z bliska, zwłaszcza w połączeniu z błękitną wodą wokół. Morze jest lekko wzburzone – zaczął się już swell, czyli martwa fala, kiedy to fale są wysokie i tylko surferzy cieszą się z tego zjawiska, pozostali znacznie mniej.

Wszystkie plaże na Noronha pokazuje infografika na końcu posta.

Dzień 2 – Ilha Tour

Jak wspomniałam wyżej, na WhatsAppowej grupie znalazłam towarzystwo do wycieczki wokół wyspy. Sonia i Luis Henrique to małżeństwo z miasta Macaé w stanie Rio de Janeiro. Sonia zarezerwowała tę wycieczkę u jednego z najbardziej polecanych przewodników, na wyspie, Tony’ego. Sprawdziłam opinie w internecie i rzeczywiście wszyscy pisali o nim same pochwały. Ilha Tour u Tony’ego kosztuje R$ 600, ale wcześniej Tony informuje nas, że ma kontuzję nogi i nie będzie mógł wchodzić do wody, dlatego obniża cenę do R$ 500. Nam to pasuje!

W ciągu dnia zwiedzamy obydwie części wyspy: Mar de Dentro (od strony kontynentu południowoamerykańskiego) i Mar de Fora. Odwiedzamy najsłynniejsze i najpiękniejsze miejsca, takie jak:

  • Plaże, w tym te z czołówek światowych rankingów: Baía do Sancho i dos Porcos, a także Cacimba do Padre, gdzie w lutym 2019 odbędą się mistrzostwa świata w surfingu (po 6 latach impreza wraca na Noronha)
  • Punkty widokowe, z których najbardziej spektakularny jest mirante na Baía dos Porcos i Morro dois Irmãos. Inne punkty widokowe podczas tej wycieczki to m.in. Mirante da Praia do Leão i Mirante do Boldró
  • Baía do Sueste – zatoka, gdzie nurkując z maską i rurką można podziwiać koralowce (ale nie można po nich chodzić, dlatego wypożyczamy kamizelki), ryby i żółwie. Niektórzy dostrzegą nawet rekiny – te mniej groźne gatunki, ale i tak lepiej mieć się na baczności
Dzień 3 – rejs statkiem

Jeszcze przed przybyciem na wyspę napisałam do pousady z zapytaniem, jakie wycieczki polecają i jedną z nich był rejs organizowany przez agencję Trovão dos Mares. Zarezerwowałam mailowo i na dzień przed rejsem zapłaciłam kartą w biurze agencji na wyspie. Koszt to R$ 280 za osobę.

Bus przyjeżdża po nas rano do pousady i wiezie do portu, gdzie wsiadamy na katamaran i płyniemy wzdłuż wyspy. Największe wrażenie zrobiły na mnie delfiny (golfinho rotador – delfinek długoszczęki), które płynęły obok statku, co chwila wyskakując z wody. Podobno ten gatunek delfinów występuje tylko na Hawajach oraz na Noronha. Niesamowite przeżycie zobaczyć z bardzo bliska te piękne zwierzęta.

Podczas rejsu zatrzymaliśmy się przy najpiękniejszej plaży w Brazylii, a może i na świecie (Baía do Sancho), gdzie podano smaczny obiad. Dopłynęliśmy do końca wyspy aż do miejsca, gdzie Mar de Dentro spotyka się ze wzburzonymi wodami Mar de Fora – tam zawróciliśmy. Niestety z powodu wysokiej fali (swell zawitał na wyspę wcześniej niż zwykle) nie można było wypożyczyć deski do nurkowania (prancha sub) i przepłynąć się pod wodą. Ale i tak cały rejs oceniam bardzo wysoko, organizacja pierwsza klasa, mało osób na statku. Warto wybrać tę agencję.

Dzień 4 – miejskie plaże

Samolot do Natal mamy dopiero o 17.20, więc cały dzień spędzamy na plażach Cachorro i Meio. Rano te plaże są pod wodą, dopiero koło południa zaczyna wyłaniać się pas piasku. Przy obydwu plażach mieszczą się popularne bary, nazwane tak jak plaże. W dzień niewiele się tam dzieje, ale wieczorami są to miejsca dość oblegane, z muzyką na żywo, tańcami i koncertami. Byliśmy raz w Barze do Cachorro – jedzenie takie sobie, ale klimat bardzo fajny.

Taksówka na lotnisko ma stałą cenę: R$ 30. W podobnym czasie odlatują 2 samoloty – nasz Azul do Natal oraz GOL do Recife. W malutkim terminalu zebrał się tłum ludzi. Trzeba jeszcze dopełnić formalności związanych z opuszczeniem wyspy (w okienku oddaje się kartki wjazdu z pierwszego dnia), pora jeszcze na ostatnie zakupy i można wsiadać do samolotu. Komunikaty oczywiście tylko po portugalsku, a na ekranach lotniskowych zamiast informacji o locie jest wyświetlany serial. Orientujemy się który to nasz samolot, wyglądając przez szybę terminala. Na szczęście są sprawdzane karty pokładowe, więc ryzyko, że polecimy do Recife jest niewielkie.

Informacje praktyczne

Największa miejscowość na wyspie to Vila dos Remédios, gdzie jest najwięcej pousad i restauracji. Można stąd łatwo dojść na miejskie plaże Cachorro, Meio i Conceição. My zatrzymaliśmy się w Vila da Floresta Nova oddalonej od Remédios o ok. 15 minut spacerem. Przy planowaniu wycieczek nie ma to znaczenia, bo busy agencji zabierają turystów z każdego miejsca na wyspie.

ICMBio, czyli instytut ochrony przyrody, gdzie kupuje lub odbiera się bilety wstępu do parku narodowego, a także rezerwuje ścieżki ma swoją siedzibę w Vila do Boldró, oddalonej o 30 minut spacerem od Floresta Nova i 45 minut od Remédios. Ścieżki rezerwuje się z 3-4 dniowym wyprzedzeniem i trzeba w tym celu pojawić się bladym świtem w ICMBio, aby zająć kolejkę. Niektórzy jechali tam już o 5 rano, ale bez gwarancji, że upolują coś w wybranej dacie. Wiele osób skarżyło się na taki system rezerwacji i mam nadzieję, że instytut wkrótce coś z tym zrobi, bo rzeczywiście w XXI wieku to jakieś kuriozum.

Poruszać się po wyspie można na kilka sposobów:

  • autobusem, jeździ co 30 minut, a cena biletu to R$ 5
  • taksówką, cena za odcinek to R$ 30 bez względu na jego długość
  • wynajmując auto, buggy, motor lub rower – nie korzystaliśmy
  • pieszo lub autostopem

Gdzie zjeść?

  • Xica da Silva – jedna z najlepszych restauracji na wyspie; jedliśmy tu pyszną moquecę de peixe
  • Bar do Cachorro, gdzie wieczorem odbywają się koncerty i imprezy
  • Restaurante Varanda
  • Bary przy placu Flamboyant

Co zabrać

  • Kamerkę sportową (można wypożyczyć na miejscu) najlepiej z kopułą dome, żeby robić zdjęcia przy tafli wody
  • Koszulkę z filtrem UV – pamiętajmy, że będziemy spędzać całe dnie na słońcu, a w niektórych zbiornikach wodnych nie można używać kremu z filtrem, więc koszulka jest bardzo przydatna
  • Więcej gotówki – wprawdzie w wielu miejscach można płacić kartą, ale czasem są problemy z siecią i terminale nie działają; można zakładać, że za TPA i pousadę będzie można zapłacić kartą, ale zakupy czy obiad w restauracji to pewne ryzyko
  • To co zwykle na plażę, czyli ręcznik, pareo, havaianasy, okulary przeciwsłoneczne i czapeczkę z daszkiem
  • Tenisówki albo adidasy, jeśli wybieramy się na dłuższe ścieżki – szlak części z nich wiedzie po skałach albo zaroślach, gdzie w klapkach niewygodnie

Co zobaczyć

Ścieżki (trilhas) obowiązkowo rezerwowane w siedzibie ICMBio – nie jest to łatwe, bo można je zarezerwować tylko osobiście (z wyjątkiem ścieżek, na których musi nam towarzyszyć przewodnik) z kilkudniowym wyprzedzeniem i po odstaniu kilku godzin w kolejce do okienka rezerwacji. Obowiązuje dzienny limit odwiedzających. Nam nie udało się nic zarezerwować, bo przyjechaliśmy w niedzielę czyli dzień bez możliwości rezerwacji, no i byliśmy tylko 3 dni – wszystko już na ten okres było zarezerwowane. Najbardziej polecane ścieżki, które trzeba zarezerwować w ICMBio:

  • Atalaia – duży naturalny basen w części wyspy Mar de Fora – można przejść krótszą ścieżkę (Atalaia Curta) bez przewodnika lub dłuższą kilkugodzinną (Atalaia Longa) z przewodnikiem. Jeśli kiedyś wrócę na Noronha, to zapoluję jeszcze raz na tę ścieżkę, bo wydaje mi się warta zachodu. Po dotarciu na miejsce, mamy 30 minut na pływanie w basenie, oczywiście w kamizelce i bez dotykania stopami dna.
  • Abreu – naturalne baseny, na które docieramy ponad kilometrową ścieżką, nie trzeba wynajmować przewodnika
  • Capim Açu – najdłuższa ścieżka w parku i wymaga dobrej sprawności fizycznej (tak piszą na stronie ICMBio), docieramy do jaskini z naturalnymi basenami – przewodnik wymagany
  • Pontinha – Pedra Alta i Caieira – ścieżka z przewodnikiem, znowu do naturalnych basenów

Zachód słońca to zjawisko bardzo wyczekiwane na Noronha. Jest to jedno z nielicznych miejsc w Brazylii, gdzie słońce zachodzi do morza, ponieważ całe wybrzeże Brazylii jest zwrócone na wschód i z kontynentu nie ma takiego efektu. Codziennie wieczorem tłumy turystów zbierają się w kilku punktach, z których jest najlepszy widok. Są to:

  • Forte Nossa Senhora dos Remédios – fort w największej miejscowości na wyspie Vila dos Remédios. Najpierw wchodzimy na wzgórze, a potem jeszcze pod schodkach na wieżę fortu, skąd rozciąga się najlepszy widok – warto przyjść wcześniej, żeby zarezerwować sobie dobre miejsce. Słońce zachodzi nad wzgórzami Morro dois Irmãos.
  • Forte São Pedro do Boldró – tutaj kończy się większość jednodniowych wycieczek (ilha tour) i pod koniec dnia przewodnicy zabierają swoich gości na wzgórze, gdzie jest bar z muzyką na żywo, a widok na bliźniacze wzgórza jest jeszcze lepszy niż z Vila dos Remédios. Poza tym miejsce ma fajny imprezowy klimat.
  • Capela de São Pedro – kapliczka przy porcie, skąd rozciąga się widok z góry na sporą część wyspy oraz wzgórze Morro do Pico – niestety nie widać stąd Morro dois Irmãos
  • Bar do Meio lub Bar do Cachorro – jeśli ktoś nie chce rozstawać się z piwkiem lub caipirinhą, może podziwiać zachód słońca z jednego z barów z widokiem na ocean

Nurkowanie mogą uprawiać zarówno początkujący, jak i zaawansowani. Maska z rurką zawsze się przyda i jest wręcz wymagana w wielu miejscach (można wypożyczyć – my mieliśmy swoje). Noronha to również świetne miejsce do nurkowania z cylindrem i wiele osób to tutaj przechodzi swój „chrzest”. Jedno półgodzinne zejście pod wodę z instruktorem dla początkującego nurka to koszt od R$ 570. W tej cenie jest również instruktaż oraz cały niezbędny sprzęt. Pakiet 4 nurkowań to ok. R$ 2500.

Plaże – infografika niżej

2 komentarze

  • Caipiroska, mam pytanko… Nie dotyczy może ono bezpośrednio Twojego obecnego celu podróży. Otóż, dlaczego po włożeniu karty płatniczej do terminala, jak Brazylia długa i szeroka, jest zadawane pytanie Debito czy Credito? Masz pojęcie, dlaczego?

    • Pewnie dlatego, że to są 2 różne typy płatności – karta debetowa ściąga bezpośrednio z konta i można ją traktować w zbliżony sposób do płatności w gotówce (nawet spotkałam się z radami, żeby negocjować rabat tak jak przy płatności gotówką). Jeśli w terminalu wybierze się opcję „credito” dla debetówki, to płatność nie przejdzie. Dlatego wolą zapytać. Taka jest moja wersja, ale może jakiś bankowiec będzie wiedział lepiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *