„Dziewczyna z Sambodromu” – wywiad z Klaudią Łucyk

Klaudię spotkałam pierwszy raz w 2015 roku, gdy wreszcie postanowiłam nauczyć się samby. Nie przypuszczałam wtedy, że poznałam właśnie przyszłą wicemistrzynię z Sambodromu! W tym roku Klaudia wystąpiła w barwach szkoły Mocidade Independente de Padre Miguel, z Grupy Specjalnej (Grupo Especial), czyli absolutnej sambowej ekstraligi. Jej obecność przyniosła szkole szczęście, bo przez ostatnie lata Mocidade nie była na podium, ostatnie wicemistrzostwo zdobyła w 1997 roku (rok wcześniej mistrzostwo). Po 10 latach, Klaudia wytańczyła dla nich kolejne srebro!

Jak Sambodrom wygląda „od kuchni”, co czuje tancerka występująca na wielkiej platformie „carro alegórico”, jakie sambowe marzenia już spełniła, a jakie jeszcze przed nią – o tym nasza mistrzyni opowiada Caipirosce.

Caipiroska.pl: Dla profesjonalnej tancerki samby, występ na Sambodromie to musi być spełnienie marzeń. Od dawna o tym marzyłaś? Kiedy na poważnie zaczęłaś wierzyć, że to może się naprawdę spełnić?

Klaudia Łucyk: W 2015 roku moja przyjaciółka Ania Madzelan namówiła mnie abyśmy jako Samba Art zorganizowali warsztaty samby z jedną z gwiazd z Rio. Początkowo podchodziłam do tego sceptycznie, ponieważ koszta i logistyka takiego przedsięwzięcia są gigantyczne. Ale udało się. To właśnie wtedy stwierdziłam, że zacznę myśleć o uczestnictwie w paradzie. Sprowadziliśmy wtedy do Polski Carlinhosa Salgueiro. Przyjechała z nim wtedy jego ówczesna menedżerka Mayra Almén, która stoi za całym tym moim karnawałowym zamieszaniem 🙂 Wtedy właśnie dowiedziałam się wiele na temat kulisów karnawału w Rio.

Klaudia na pokazie Samba Art

Odkąd tańczę sambę (8 lat) zawsze marzyłam, aby oglądać szkoły  z trybun. To był dla mnie szczyt marzeń. Nigdy nie odważyłam się nawet myśleć o tym, by postawić tam stopy. Nie miałam wtedy pojęcia, że tak naprawdę w paradzie może wziąć udział każdy. Miejsce tam jest dosłownie dla wszystkich. Tancerzy, pasjonatów, młodych, starych, niepełnosprawnych, turystów, akrobatów albo osób chcących w jakiś sposób zaistnieć bądź po prostu tych którzy kochają to całym sercem!

Jak zaczęła się Twoja droga do Sambodromu? Jakie były pierwsze kroki, żeby wdrożyć plan w życie?

Mayra Almén sprawiła, że to się wydarzyło. W listopadzie ubiegłego roku przyjechała na drugą już edycję warsztatów samby. Swoją drogą zapraszamy Mayrę znów do Polski. Będą kolejne warsztaty z tą genialną brazylijską tancerką już wiosną.

A jak to się stało? Mayra zaprosiła mnie do udziału w paradzie i poprowadziła całą logistykę w Brazylii. Nie ukrywam, że odrobinę nie wierzyłam, że to się uda. Ale ja już tak mam, że potrzebuję jakiegoś kopniaka, który pozwoli mi uwierzyć bardziej. I tutaj Mayra i mój narzeczony Jailson de Oliveira zakasał rękawy i ustawił mi myślenie na tryb „Przecież mogę. Umiem. Kocham. Chcę.” To on kilka lat temu nauczył mnie samby (jest tancerzem i choreografem naszej grupy sambowej Samba Art). Jest z tych osób, które jak widzą potencjał – to walczą. Ze mną na początku nie było wcale tak łatwo 🙂 

Wystapiłaś w barwach Mocidade, tegorocznego wicemistrza Sambodromu – świetny wybór! Ale wiem też, że masz sentyment do Salgueiro. Jak to się stało, że zdecydowałaś się ostatecznie na Mocidade?

Salgueiro mam w sercu, dlatego że to pierwsza szkoła samby, którą poznałam z bliska. Carlinhos, choreograf passistek dał mi taką szansę i tu w Polsce, i w Rio gdzie byłam u niego na zajęciach. Rok temu miałam tę możliwość tuż po karnawale w Quadra do Salgueiro. To było ciekawe doświadczenie. Wszystkie jego passistki były niesamowicie skoncentrowane, cisza jak makiem zasiał a tancerek ponad 50. Trening bez luster, praktycznie bez muzyki. Dyscyplina high level.

Wracając do pytania. Dlaczego Mocidade? Nie ukrywam, że miałam do wyboru wiele szkół, także tych z Serii A, czyli defilujących podczas dwóch pierwszych dni karnawału na Sambodromie. Tam wystąpiłabym na tzw. wyższej pozycji. Finalnie zdecydowałam wziąć udział na pozycji niemedialnej, niekomercyjnej, ale z jedną z największych szkół samby i przede wszystkim w Grupo Especial! Chciałam, aby było tak, jak sobie wymarzyłam. Z głębi serca, tylko dla mnie i najbliższych, którzy mnie dopingowali. Zresztą zawsze w życiu staram się robić tak jak radzą moi rodzice „małą łyżeczką, a nie od razu chochlą”. W moim przypadku to się sprawdza. Często życie mnie wynagradza znienacka. Pokora i cierpliwość to chyba najlepszy przyjaciel marzeń 🙂

O wyborze w dużej mierze zadecydował strój, tematyka tegorocznej parady oraz enredo (motyw przewodni), które pokochałam od samego początku. Zresztą też odrobinę sentymentalnie, ponieważ część jednej choreografii naszej Samba Art zrobiona jest właśnie do jednego enredo Mocidade. Moja szkoła w tym roku przedstawiła sambodromową wersję Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Tematyka zatem przyciągała bardzo. Stroje miały też wielkie znaczenie. Widziałam szkice wielu „fantasii” i finalnie wybór padł na zielony kostium. Nieliczni wiedzą, że jestem strasznie wstydliwa.

Poważnie?? 

Tak, wiem że to dziwne bo przecież tańczę sambę, która jest raczej bardziej goła niż ubrana 😂 Ale zawsze zwracam uwagę na to, żeby raczej więcej zakryć niż odkryć. Dla mnie najważniejsze, by świecić warsztatem i umiejętnościami, a nie ciałem. Strój, który był przypisany do mojego carro alegórico wygrał, bo był zakryty z tyłu. O taka filozofia w wyborze kostiumu 😉

Niedawno pisałam na Caipirosce o wielkich kosztach, jakie ponoszą tancerki, występujące na Sambodromie. Czy potwierdzasz doniesienia medialne z własnego doświadczenia?

Karnawał kosztuje. I tu nie ma żadnych wątpliwości. Każdy strój, pozycja ma swoją cenę. Faktycznie ceny zaczynają się od kilku tysięcy reali, a mogą skończyć nawet na milionie. Przygotowania w moim przypadku kosztowały mnie najwięcej stresu i emocji. Bycie tzw. componente nie zawsze wymaga prób. Mój samochód miał na pokładzie kilkanaście passistek, które brały udział w innych szkołach ma wyższych pozycjach, ale były też osoby, które na co dzień nie są związane z sambą. Trzeba było po prostu wrzucić się w wir samby, śpiewać, tańczyć i cieszyć się chwilą.

Tutaj przy okazji tematu przygotowań bardzo chciałam podziękować firmie kosmetycznej Vipera, która wsparła mnie tym co niezbędne – czyli kolorowymi kosmetykami.

W końcu nadszedł wielki dzień – karnawałowy poniedziałek. O czym się myśli, wychodząc na Sambodrom? Jak to wyglądało “od kuchni”?

Cały mój pobyt w Rio był dla mnie niesamowicie emocjonujący. Od lat latam do Brazylii, ale zawsze były to emocje wakacyjne – teraz było zupełnie inaczej. W głowie miałam ciągle paradę i spełnienie moich marzeń. Tego dnia od rana zaplanowałam sobie dzień co do minuty. W hotelowym basenie łapałam witaminę D słuchając enredo Mocidade 2017. Najbardziej stawiałam na odpoczynek, bo wiedziałam, że wieczorem czas oczekiwania w „concentração” na wjazd na Sapucai będzie długi i raczej na stojąco. O godzinie 21:00 musiałam być już na miejscu. Mocidade była trzecia w kolejności więc nasza „desfile” (przemarsz) zaplanowana była na około 23:30 – 00:00.

W „fantasii” Mocidade, czekając na występ

Zabawne jest to, że tam po prostu nie ma się gdzie przebrać. Garderoba pod chmurką. Wiele osób w taksówkach, w metrze, pieszo przemierzają ulice Rio już w swoich fantasiach. Wygląda to niesamowicie uroczo. Wymieniałam się  informacjami z Kasią Wronką, tancerką i instruktorką samby, która też brała udział w karnawale w Rio w tym roku. Ona też swój strój muzy zakładała przy setkach innych oczu – i to na chwilę przed rozpoczęciem parady. To dopiero był stres. Swoją drogą niezmiernie się cieszę, że Kasia Wronka zdecydowała się na uczestnictwo w karnawale w Rio. Jest jedną z pierwszych tancerek samby w Polsce. A przede wszystkim posiada dobry warsztat.

Wracając do uroków karnawału… Ja przebierałam  się w zakamarkach mojego carro alegórico. Emocje tuż przed są nie do opisania. Mój strój miał wszystko na swoim miejscu ale było kilka dziewczyn, które potrzebowały pomocy bo tu się poluzowało, tam się odkleiło…

Na szczęście mój Jailson zawsze przewiduje takie sytuacje, więc okazał się być pogotowiem ratunkowym w kryzysowych, strojowych sytuacjach. Chcąc pomóc jednej z tancerek naraził się ochronie, która niemalże chciała go stratować (był tam gdzie „nie wolno”) – ale uszedł z życiem tłumacząc, że przecież z podklejonymi piórami tak się nie da! Samo wejście na przypisane mi miejsce było dość niepokojące. Czekały na nas dwie drewniane drabiny. Niektóre dziewczyny bardzo się bały wdrapywania na górę. Byłyśmy już ubrane, na wysokich obcasach, z wielkimi nakryciami na głowie. Jedna z tancerek złamała obcas na drabinie, jednak nie było już czasu na klejenie, naprawy. Dzielnie przetańczyła cały nasz przejazd.

No i przyszedł czas kiedy zapalone zostały światła na naszej „platformie”, zabrzmiały pierwsze dźwięki Bateria da Mocidade – Não Existe Mais Quente. I oczywiście stało się to czego się obawiałam – łzy poleciały jak z kranu. Nie dało się tego opanować. Samochód ruszył, przeżegnałam się i już od pierwszych metrów śpiewałyśmy, tańczyłyśmy. Pod nami dopingowały passistki i baiany. To było niezwykle emocjonujące.

Od kuchni wygląda to tak, że te wielkie auta stoją kolejno jedno, po drugim na ulicach, które robią za wielkie „parkingi”, garderoby. Te ulice są prostopadłe do Marques Sapucai, więc ten gigant z włączonym silnikiem, kierowcą ukrytym w czeluściach dekoracji, sterowany przez mężczyzn z każdej strony, musi pokonać skręt  90-stopniowy aby dostać się na słynną sambową ulicę.

Wszystko poszło według planu?

Nasz pojazd już na początku miał problem. Kilkanaście razy ostro hamował, cofał co było mało przyjemne, każda z nas musiała użyć sporo siły, by się utrzymać. Należy dodać, że tutaj liczy się czas, więc wszystko ma iść sprawnie. Przód Mocidade już wtedy był w grze. Zegar odliczał czas, a my nadal nie wyjechaliśmy. W pewnym momencie zauważyłam na dole zamieszanie. Strażacy z gaśnicami biegali gdzieś koło lewej strony samochodu. Od razu zbiegli się operatorzy kamer, dziennikarze, fotografowie. Nie muszę chyba dodawać jak się zestresowałam! Zgubny był fakt, że nasz baśniowy gigant na kółkach ciągle wypuszczał sztuczny dym. Ale finalnie sytuacja została opanowana i wjechaliśmy na avenidę.

Jak wspominasz sam występ? Co wtedy czułaś?

Niesamowite uczucie. Sam fakt, że tam po prostu jestem. Do tej pory mam ciarki jak o tym myślę. Ogromne przeżycie, emocje i energia jaka bije od ludzi z trybun. Serce waliło jak oszalałe. Po drodze jeszcze raz się popłakałam, jak zobaczyłam Jailsona machającego polską flagą z całym tłumem obcych ludzi, wykrzykujących „Klaudia, Klaudia”.

W tym roku na Sambodromie zdarzyło się kilka wypadków, z samochodu spadła też tancerka Mocidade, na szczęście nic jej się nie stało. Jak się to komentowało podczas i po imprezie?

Ten rok miał jakieś fatum nad sobą. Wyobraź sobie, wracając do mojego wyboru strojów – na tzw. tapecie był jeszcze jeden kostium, też w Mocidade. Na projekcie nie było do końca widać jak wygląda tył, więc padło na zielony. Fantasia, której nie wybrałam, była przypisana do carro alegórico, w którym przytrafił się ten incydent. Nie lubię tak dywagować ale kto wie – mogłabym być to ja. Tancerka, która tańczyła na tzw „queijo” (tak nazywają się podesty, które są częścią samochodu), po prostu spadła razem z tym podestem, który oderwał się od reszty. Na szczęście nic jej się nie stało i dokończyła paradę razem z passistkami (TUTAJ możecie zobaczyć jak to wyglądało)

Wypadek tancerki w Mocidade nie był jedynym. Porta Bandeira w Unidos de Padre Miguel podczas parady upadła na środku Sapucai i złamała nogę w kolanie. Pierwszego dnia parad Grup Specjalnych w szkole Paraiso do Tuiuti  jeden z carros alegóricos wjechał w tłum widzów tuż na początku. 32 osoby zostały ranne  z czego 4 ciężko i przebywają w szpitalu.

Na platformie carro alegórico

Po mojej paradzie Mocidade poszliśmy z Jal oglądać następne parady na trybuny. Unidos da Tijuca miała wtedy swoją kolej. Nagle jeden z widzów, zaczął mówić do nas, że jeden z samochodów nie wyjedzie, że się pali, że jest groźnie. Próbowaliśmy dostrzec, co się tam dzieje ale byliśmy w sektorze szóstym, który jest sporo oddalony od startu. Jedyne co było widać, to duża przerwa miedzy paradującymi ludźmi a tym pojazdem. Brazylijczyk pokazywał nam krótkie filmiki od kogoś, kto był w pobliżu. Wyglądało to przerażająco. Okazało się, że najwyższe piętro się zawaliło. Po prostu się zapadło. Byli na nim tancerze. Na szczęście nikomu nic groźnego się nie stało i symbolicznie przejechali przez Sambodrom. Otrzymali ogrom oklasków od widzów (TUTAJ filmik).

Media mówią o tym bez przerwy. Wypadkami zajęła się policja i odpowiednie służby. Karnawał na Sambodromie to konkurs. Co roku z Grup Specjalnych spada jakaś szkoła do Serii A i odwrotnie. W karnawale 2018 będzie inaczej. Przez te wypadki zdecydowano, że żadna ze szkół z wyższej półki nie spadną do „A”. To chyba taki symboliczny ukłon w stronę poszkodowanych.

Co po występie na Sambodromie? Jakie masz kolejne sambowe marzenia do spełnienia?

Tych sambowych marzeń mam zawsze mnóstwo i tak naprawdę na co dzień wydaje mi się, że je spełniam. Nasz zespół Samba Art jest jednym z nich. Założyliśmy tę grupę z Jailsonem 7 lat temu. Dla mnie to był jakiś kosmos, nie do końca wierzyłam, że „to pójdzie”. Teraz powiem (odrobinę nieskromnie), że jesteśmy jedną z najbardziej „zasambowamych” grup w Polsce. Moim marzeniem było połączyć pasję z pracą – i dzięki miłości do samby i upartemu dążeniu do ciągle odległej perfekcji – spełniło się.

Wielką frajdę przynoszą mi zajęcia, które prowadzę w szkole tańca Latin Groove. Zależy to w dużej mierze od osób, które do mnie przychodzą. Dość dziwnie to brzmi, ale tak jest. Za każdym razem, dosłownie za każdym to jest dla mnie mega radocha. Energię, którą daję z siebie czerpię od dziewczyn z sali.

No właśnie, masz liczny fanklub w wirtualu i w realu!

#sonhamocidade – śnij o Mocidade

Mam to szczęście, że dorobiłam się przefajnych kursantek bez których nie wyobrażam sobie tego co robię. W dużej mierze to one stoją za moją decyzją o udziale w karnawale. Dopingowały mnie od samego początku i czuję, że jest tak przy każdym moim pokazie z Samba Art czy nawet na zajęciach. Przychodzą do nas też często nowe osoby. Zawsze żartuję, że żeby ze mną wytrzymać trzeba być podobnym wariatem jak ja – ale jest nas coraz więcej więc rodzina pozytywnych wariatów powiększa się i chętnie przyjmie nowych 😉 Ale faktycznie największym marzeniem było Rio. Najpierw zobaczyć paradę na żywo. Udało się kilkakrotnie. Potem – wzięcie udziału.  No i to bezapelacyjnie też się udało. Teraz już wiadomo, że Mocidade zdobyła 2 miejsce. To absolutnie genialny wynik. Jestem niesamowicie szczęśliwa!

A co potem? Na pewno karnawał w Rio 2018. Natchniona i uskrzydlona – polecę odrobinę wyżej. Ale to zostawiamy sekretem aż do następnego karnawału! Na pewno będę kontynuowała warsztaty sambowe z najlepszymi z Brazylii. Już wiosną przyleci do nas Mayra Almén. Mamy też w planach w wakacje ugościć w Warszawie naprawdę znane i wielkie nazwiska sambowe – prosto z Rio. Planujemy to już od jakiegoś czasu. Moje marzenia nawet te prywatne są w dużej mierze związane z Brazylią. Jestem po prostu monotematyczna 😉 ale może właśnie dzięki temu jestem teraz tu gdzie jestem…

A teraz, po karnawałowych emocjach, zasłużony relaks na plaży?

Tak, teraz odrobinę odpoczywam na północnym wschodzie Brazylii – w Maceió. To rodzinne miasto Jailsona. Spędzimy tu kilka tygodni ładując baterie na kolejne pokazy, zajęcia, na życie codzienne. Nordeste słynie z niezwykle barwnych imprez forró… na pewno więc przede mną nie tylko plaża i słońce, ale i prawdziwa festa forró. W drodze powrotnej zahaczymy znów o Rio de Janeiro. Tam czeka na mnie ukochana Samba ❤

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia wszystkich marzeń i planów – z Twoją energią nie mam wątpliwości, że się spełnią!

Zdjęcia ze zbiorów Klaudii i grupy Samba Art.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *