Amazonia na skraju przepaści

Amazonia zbliża się do punktu krytycznego, zza którego nie będzie już powrotu. Las może dalej umierać, nawet jeśli człowiek zaprzestanie wycinki. Ale na wyłączenie pił się nie zanosi, dlatego trzeba nieustannie nagłaśniać ten temat. Oto kolejny artykuł z The Economist.

Cerrado w miejscu puszczy amazońskiej

W dorzeczu Amazonki, które w większości leży na terytorium Brazylii, rośnie 40% światowych zasobów lasów tropikalnych. Znajduje tu również schronienie ok. 10-15% wszystkich gatunków roślin i zwierząt, jakie występują na Ziemi. Od lat 70. XX wieku prawie 800 tys. km2 brazylijskiego lasu deszczowego (z łącznego obszaru 4 mln km2) zostało wycięte pod uprawy, kopalnie, drogi, zapory i w wyniku innych form rozwoju. To teren odpowiadający powierzchnią Turcji. W tym samym czasie średnia temperatura w dorzeczu Amazonki wzrosła o ok. 0,6 stopni Celsjusza, a region nawiedziło kilka poważnych suszy. 

Wycinka drzew oraz zmiany klimatu były zagrożeniem dla lasu deszczowego na długo przed wyborami w październiku 2018 roku. Jednak po tej dacie, doszło nowe zagrożenie: Jair Bolsonaro, nowy prezydent Brazylii i prawdopodobnie najbardziej niechętny środowisku przywódca na świecie.

W latach 2004-2012 wycinka Amazonii zwolniła. Wzmocniono pozycję Ibamy, rządowej agencji ochrony środowiska. Pod wpływem nacisku ze strony innych państw i organizacji pozarządowych, w 2008 roku utworzono międzynarodowy Fundusz Amazonii (Amazon Fund), który płacił za ochronę przyrody. Zdaniem przyrodników był to ostatni moment na podjęcie poważnych kroków, bo niekontrolowane wylesianie mogło doprowadzić do przekroczenia pewnej granicy, zza której nie byłoby już powrotu.

Wówczas znikanie lasu odbywałoby się samoistnie, nawet jeśli człowiek podjąłby wysiłki, żeby ten proces odwrócić. W rezultacie, znaczne połacie Amazonii zmieniłyby się w suchą sawannę, zwaną cerrado. Ten proces skazałby na zagładę dziesiątki tysięcy gatunków oraz doprowadziłby do zmiany klimatu nad dużą częścią Ameryki Południowej. Ponadto, do atmosfery zostałoby uwolnionych miliardy ton węgla, pogarszając sytuację związaną z globalnym ociepleniem.

Niestety ten optymistyczny czas nie trwał wiecznie. Jeszcze przed objęciem władzy przez Bolsonaro, wycinka zaczęła wzrastać. Za rządów Dilmy Rousseff, w 2012 roku, Kongres uchwalił amnestię dla sprawców nielegalnej wycinki, która miała miejsce przed 2008 rokiem. W 2017 roku kolejny prezydent, Michel Temer, wydał prawo, które ułatwiało prywatyzację zajętych terenów, co przyspieszyło grabieże ziemi w Amazonii. W latach 2014-2016, podczas głębokiej recesji, budżet ministerstwa środowiska został okrojony. Pomiędzy sierpniem 2017 a lipcem 2018 Brazylia straciła 7900 km2 lasu deszczowego – prawie miliard drzew – w wyniku największego od dekady wylesiania.

Baldachim wysoki aż do nieba

Zdjęcia satelitarne pokazują, że od stycznia 2019 roku, kiedy to Bolsonaro objął urząd prezydenta, Amazonia straciła 4300 km2 lasu. Oznacza to, że w całym roku wycinka będzie wyższa niż w roku ubiegłym. Nie jest to przypadek. Prezydent chce przenieść kraj do czasów dyktatury wojskowej, kiedy to w imię rozwoju wielkie projekty budowlane niszczyły środowisko.

Kilka planów prezydenta zostało zablokowanych. Presja ze strony minister rolnictwa Terezy Cristiny oraz ze strony lobby rolniczego spowodowała, że Bolsonaro wycofał groźbę opuszczenia paryskiego porozumienia klimatycznego oraz zapowiedź likwidacji ministerstwa środowiska. Obawiano się bojkotu ze strony europejskich partnerów. Nie uchwalono jeszcze prawa przedstawionego przez najstarszego syna prezydenta, senatora Flávio Bolsonaro, które znosi obowiązek zachowania chociaż części pierwotnego lasu na wylesionej działce. Sąd Najwyższy zablokował dekret, zgodnie z którym wyznaczanie terenów należących do ludów rdzennych byłoby w gestii ministerstwa rolnictwa, a nie jak do tej pory ministerstwa sprawiedliwości. Opozycyjny senator Randolfe Rodrigues powiedział, że byłoby to „wpuszczenie lisa do kurnika”.

Jednak nawet bez realizacji powyższych planów, rząd Bolsonaro wciąż może przyczyniać się do wzrostu wycinki – na przykład poprzez uchwalanie pewnych przepisów i blokowanie innych. 28 lutego Ricardo Salles, minister środowiska, zwolnił 21 (z 27) stanowych szefów oddziałów Ibamy. Działał na polecenie prezydenta, który życzył sobie „posprzątania” w agencji. Do dzisiaj wiele z tych stanowisko pozostaje nieobsadzonych. Ministerstwo środowiska informuje z wyprzedzeniem kiedy i gdzie będą miały miejsce kontrole nielegalnych wycinek. Od stycznia do maja, Ibama wystawiła najniższą liczbę mandatów dla sprawców tego procederu.

Minister Salles uważa, że „rolą państwa jest ochrona własności posiadaczy ziemskich”. Planuje przeznaczyć środki pochodzące z Funduszu Amazonii (3,6 miliardy reali lub 950 mln dolarów) na wypłatę odszkodowań dla posiadaczy ziemskich za tereny przeznaczone na rezerwaty przyrody – nawet jeśli większość z nich została zajęta nielegalnie.

Sprawcy nielegalnego wylesiania wydają się ośmieleni do dalszych działań. Liczba bezprawnych inwazji na ziemie Indian znacznie wzrosła. 24 lipca uzbrojeni górnicy wtargnęli do wioski w stanie Amapá, zabijając jednego z wodzów i przepędzając mieszkańców. Dane z satelitów pokazują drastyczny wzrost wylesionych obszarów, począwszy od maja, czyli początku pory suchej. W lipcu wylesiono teren o powierzchni ponad 1800 km2, trzy razy większy niż w analogicznym czasie zeszłego roku.

Te statystyki to tylko część całego obrazu. Amazonia wpływa na klimat na całej planecie, ponieważ gromadząc węgiel, łagodzi ocieplenie. Jeśli las zniknie, uwolnią się znaczne ilości gazów cieplarnianych, przyczyniając się do globalnego ocieplenia. Klimat jest ważny także dla samej Amazonii. Wpływają na niego zmiany temperatury i opadów deszczu, a także poziom dwutlenku węgla w atmosferze.

Amazonia wyróżnia się na tle lasów deszczowych tym, że wytwarza własne opady deszczu. Wilgoć przemieszcza się od Atlantyku w kierunku Peru, drzewa odzyskują jej część i w ten sposób następuje powtórne zużycie około połowy opadów w tym regionie. Deszczówka jest transportowana od korzeni po korony drzew, gdzie jest uwalniana do atmosfery, by następnie spaść z powrotem w postaci deszczu. Ten proces nie tylko dostarcza wilgoci na obszarze Amazonii. Parowanie ma również efekt chłodzący.

Powodem zmartwienia jest to, co stanie się po przekroczeniu punktu krytycznego. W ważnym opracowaniu z 2007 roku, Gilvan Sampaio i Carlos Nobre z Brazylijskiego Narodowego Instytutu ds. Badania Kosmosu przewidują, że w przypadku zniknięcia 40% powierzchni lasu, nastąpi znaczna utrata zdolności do recyklingu wody. Ocalała część lasu deszczowego nie będzie miała wystarczającej ilości wody, aby przetrwać.

Bezlitośnie wydrążone pnie drzew

Wycinka drzew oraz wzrost temperatury stanowią poważne zagrożenie dla recyklingu wody w lesie deszczowym. Beatriz Marimon i Ben Hur Marimon z Uniwersystetu stanu Mato Grosso w Nova Xavantina przez dziesiątki lat prowadzili statystyki, dotyczące terenów na granicy selvy i suchego cerrado. Zaobserwowali „dwa ocieplenia w jednym”. Pierwsze to globalne ocieplenie. Drugie jest wynikiem wycinki drzew – znika chłodzący efekt, zapewniany przez wodę parującą z liści. 

Badanie przeprowadzone w 2015 roku przez zespół Divino Silvério z Amazońskiego Instytutu Badania Środowiska wykazało, że przekształcanie lasu w pastwiska przyczyniło się do wzrostu temperatury o 4,3 stopni. Jeśli na terenie pastwisk powstawały potem pola uprawne, temperatura wzrastała jeszcze bardziej. Strefa przejściowa pomiędzy selvą a cerrado i tak jest już cieplejsza i suchsza niż większość obszaru lasu. Dalsza wycinka sprawia, że na terenach leśnych także wzrasta temperatura.

Beatriz Marimon zauważyła, że powyżej temperatury 40 stopni, drzewa usychają i stają się bardziej podatne na powalenie przez silny wiatr. Fragmentacja spowodowana przez rolnictwo tworzy odosobnione wyspy drzew. Jeśli utracą one dostęp do zasobów nasion oraz do wody, nie będą mogły się odradzać. 

Dodatkowym problemem jest to, jak rośliny reagują na poziom dwutlenku węgla. Im więcej dwutlenku węgla w powietrzu, tym mniej drzewa go pobierają w procesie fotosyntezy. Mniejsza ilość powietrza oznacza mniej parującej do atmosfery wody. W rezultacie, rośliny w mniejszym stopniu schładzają otaczające środowisko (w wyniku słabszego parowania), a powietrze jest mniej wilgotne. Tak dzieje się w innych dorzeczach, w Amazonii nie ma jeszcze na to wystarczających dowodów. 

Wycinka powoduje lokalne pustynnienie. Satelity pokazują, że powietrze, które krąży nad pierwotnym lasem deszczowym wytwarza dwa razy więcej deszczu niż to, które przepływa nad polami uprawnymi. W 2012 roku naukowcy z Uniwersytety w Leeds doszli do wniosku, że postępujące wylesianie doprowadzi do zmniejszenia opadów deszczu w Amazonii o 12% w porze deszczowej i 21% w porze suchej, do 2015 roku.

Od lat 70. obserwuje się wydłużenie pory suchej. Deszcze, które kiedyś zaczynały się w październiku, teraz przychodzą w listopadzie. Może to być wynikiem wylesiania – istnieją dowody na to, że woda oddawana do atmosfery przez drzewa, odgrywa ważną rolę w regulowaniu pory deszczowej. Jednak jej skrócenie nie jest największym problemem. Znacznie poważniejszym efektem jest to, że ilość opadów się zmniejsza.

W tym stuleciu miały już miejsce trzy wyjątkowo ciężkie susze: w 2005, 2010 i 2015. Za tę ostatnią odpowiada El Niño – zjawisko pogodowe i oceaniczne, polegające na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni wody w strefie równikowej Pacyfiku (wikipedia). Zjawisko to powoduje anomalie klimatyczne w strefie tropikalnej i poza nią. Susza z 2015 roku była wyjątkowo groźna. W regionie miasta Santarém wybuchły pożary, a płomienie o wysokości budynków wydobywały z koron drzew czarny dym, słońce przybrało kolor czerwony. Jeszcze przez kilka miesięcy po stłumieniu ognia, ściółka leśna się tliła. Stuletnie drzewa wyschły i obumarły. 

Cztery lata później, las wciąż nie wrócił do stanu sprzed pożaru. Po jednej stronie rezerwatu Tapajós spłonęło 11% powierzchni lasu (580 km2). Na zgliszczach starych drzew posadzono sadzonki nowych, ale miną lata, zanim ich korony utworzą baldachim z liści. Kolejne pożary w 2017 roku puściły z dymem prawie 25% innego rezerwatu, gdzie 75 rdzennych społeczności żyje z rybołówstwa i myślistwa. 

Pożary nie są w Amazonii niczym nowym, jednak ostatnio pojawiają się częściej i są bardziej dotkliwe. Tak zaczyna się błędne koło. Martwe drzewa otwierają przestrzenie w listowiu, wpuszczając do wnętrza lasu więcej światła i wiatru. Ściółka staje się bardziej nagrzana, sucha i podatna na kolejne pożary. W tym roku El Niño ma działać słabiej, co oznacza wyższe temperatury i mniej deszczu w okolicach Santarém. A to oznacza ryzyko pożaru. Jeśli do tego dojdzie, to zdaniem biolożki Joice Ferreiry, pozostałości z poprzednich pożarów będą stanowiły paliwo dla ognia. Większość drzew zginie.

W ciągu ostatnich 50 lat wycięto 17% lasu deszczowego. Wciąż jeszcze sporo brakuje do krytycznych 40%. Jednak w zeszłym roku Mr Nobre i Thomas Lovejoy z Uniwersytetu George’a Mansona przyjrzeli się jeszcze raz zmianom klimatu, pożarom i wycince, po czym zmniejszyli prognozę do 20-25%. To już niepokojąco blisko. Naukowcy twierdzą, że niedawne susze i powodzie mogą być pierwszymi zwiastunami trwałych zmian. Wydaje się, że za rządów Bolsonaro poziom 20% wycinki Amazonii może zostać osiągnięty. Przyniesie to katastrofalne skutki – po przekroczeniu tej granicy znaczna część pozostałego lasu może wyginąć w ciągu kilku dziesięcioleci. 

Cień wyjałowionej dziczy

Już teraz słabnie rola Amazonii jako pochłaniacza światowego dwutlenku węgla. Zespół Simona Lewisa z University College London zaobserwował, że pierwotna puszcza pochłania o ⅓ dwutlenku węgla mniej niż w latach 90. Powodem jest zwiększone obumieranie drzew. Węgiel uwolniony do atmosfery z powodu śmierci drzew i pożary spowodowane przez susze, może być równy dwutlenkowi węgla, jaki las pochłania w ciągu dziesięciu lat. 

Nie wszystkie scenariusze są tak ponure. Zróżnicowane lasy, takie jak puszcza amazońska, mają także odporne na suszę gatunki, które równoważą te podatne na to zjawisko, bez utraty biomasy – argumentuje Kirsten Thonicke z Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu w Poczdamie. Posadzony przez człowieka las gromadzi znaczną ilość węgla, jednak dużo mniej niż las pierwotny. Badania pokazują, że las wtórny odzyskuje 1,2% węgla rocznie, więc po 20 latach będzie to zaledwie 25% węgla zgromadzonego przez las pierwotny. Aby złagodzić utratę biomasy, trzeba starannie wybierać drzewa do wycinki, a następnie sadzić nowe. Zgodnie z porozumieniem paryskim, Brazylia zobowiązała się nie tylko do zatrzymania nielegalnej wycinki, ale także do ponownego zalesienia obszaru o powierzchni 120 tys. km2.

Taki wariant wydaje się jednak mało prawdopodobny. W czerwcu prezydent Bolsonaro wydał dekret, który daje farmerom nieograniczony czas na ponowne zalesianie wykarczowanych terenów. Przekaz jest jasny: rząd przymyka oko. Podobnie, jeśli wejdzie w życie prawo zgłoszone przez syna prezydenta, zalegalizowana zostanie dalsza wycinka. W jej wyniku do atmosfery trafi 65 mld ton dwutlenku węgla – tyle Brazylia wyprodukowała przez ostatnie 27 lat.

W lipcu prezydent Bolsonaro nazwał dane dotyczące wylesiania „kłamstwem” i chciał je ocenzurować zanim trafią do opinii publicznej. Wiceprezydent Hamilton Mourão powiedział, że pod płaszczykiem troski innych państw o Amazonię kryje się żądza zagrabienia cennych minerałów, w które region obfituje. Minister środowiska Salles lubi powtarzać, że bogate kraje wycięły własne lasy, a teraz nie chcą zapłacić Brazylii, aby nie poszła w ich ślady. „Nie możecie obciążyć Brazylii rolą zielonych płuc świata i nic nam za to nie dać” – twierdzi.

Drzewa stoją nagie

Minister Salles ma rację, że kraje o najwyższej emisji dwutlenku węgla powinny zrekompensować Brazylii jej rolę w pochłanianiu go. Jednak w zamian za to Brazylia powinna chronić, a nie wycinać las deszczowy. Na czerwcowym szczycie G20 ogłoszono zawarcie umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a Mercosur (Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj). Jednym z jej zapisów jest wdrożenie paryskich porozumień klimatycznych. Nie wiadomo, jak to wpłynie na politykę prezydenta i jego plany gospodarczego rozwoju Amazonii, a także na jego retorykę. 

Troska o politykę klimatyczną Brazylii i o to, jak wpływa ona na reputację kraju, może wywrzeć pewien wpływ na antyśrodowiskową postawę Bolsonaro. A jeszcze więcej mogą zdziałać obawy o przyszłość samego klimatu.

Źródło: The Economist

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *